wymóg posiadania wyroku alimentacyjnego
To i ja parę słów napiszę. Chyba do Pani minister od polityki rodzinnej, choć pewnie tego nie czyta 🙂
Ustawa w zmienionej formie, chodzi mi konkretnie o wymóg posiadania wyroku alimentacyjnego przez samotnie wychowujących , jest tak kulawa, że aż boli i z pewnością niczego w kwestii lepszej weryfikacji dochodów ani wyeliminowania “nieuczciwych” nie zmieni.
Przykładowo: matka ma dziecko z nieformalnego związku, ale jego ojciec jest żonaty i ma dwoje “nowych” dzieci ze swoją małżonką. Matka i ojciec są dogadani w kwestii alimentów, które on płaci regularnie i bez problemów. Niestety aby matka mogła ubiegać się o 500+ muszą ciągać się po Sądach. Jaki jest tego sens zakładając, że zarobki matki nie przekraczają wymaganego limitu na osobę nawet po doliczeniu otrzymywanych alimentów? Tych niezasądzonych formalnie do dochodu co prawda się nie wlicza (podobno), ale i tak sformalizowanie tego niczego nie zmieni w tej konkretnej sytuacji. Dochód i tak nie będzie przekroczony, a będzie tylko problem z dochodzeniem tego na drodze sądowej.
Idźmy dalej. Matka pozostaje w nieformalnym związku z nowym partnerem, z którym nie posiada dzieci. Partner ów zarabia bardzo dobrze, a mieszkając razem z matką i jej dzieckiem z poprzedniego związku chcąc nie chcąc dokłada się do utrzymania tej “rodziny” w sposób istotny. Matka z powodu jasnego określenia w przepisach, które stanowią iż nie posiadając wspólnego dziecka oraz nie będąc małżeństwem z konkubentem rodziną nie są, nie uwzględnia dochodów swojego partnera we wniosku o zasiłek. Żyją jak pączki w maśle i jeszcze dostają 500+ na jedyne dziecko. Gdzie tu sens, logika i sprawiedliwość?
Kwestia kolejna: Matka zarabia najniższą krajową, ma na utrzymaniu dwoje dzieci w tym jedno pełnoletnie, uczące się. Na młodsze otrzymuje dobrowolne alimenty od jego ojca, który zawarł związek małżeński z inna kobietą i ma z nią dzieci. Żyją w zgodzie. Matka stwierdza, że w przyszłym roku z uwagi na podniesienie z dniem 01.01.2016 płacy minimalnej, deklarując prawdziwą kwotę alimentów otrzymywanych od ojca dziecka, nieznacznie przekroczy dopuszczalny próg dochodowy. Idzie zatem do Sądu i zawiera ugodę z byłym partnerem na kwotę niższą niż ta, którą de facto od niego co miesiąc dostaje. W ten sposób “oszukuje system” w majestacie prawa i otrzymuje zasiłek.
Cały czas podkreślam sformułowanie “jest żonaty i ma dzieci”, ponieważ w myśl przepisów kobieta samotnie wychowująca przestaje być samotnie wychowującą gdy wyjdzie za mąż. A co w sytuacji gdy kobieta zostaje sama z dzieckiem, którego ojciec zakłada nową rodzinę (formalnie – żeni się)? Ma udowadniać Państwu, że nie jest wielbłądem? Biegać po Sądach w sprawie alimentów, które on jej płaci bez problemu? Jest podejrzana, że z ojcem swojego dziecka nadal żyje, a jego małżeństwo jest fikcją na potrzeby wyłudzenia zasiłku i zatajenia wspólnych dochodów? Ludzie, przecież to paranoja!
Takie przemyślenia nasuwają mi się po głębszym zastanowieniu nad “dobrą zmianą” w ustawie, która według Pana wiceministra Marczuka “nie utrudnia życia ludziom, którzy deklarują prawdę”. Ja sądzę, że wymóg posiadania wyroku alimentacyjnego nie wyeliminuje nieuczciwych, a mało tego wiele osób dotychczas prawdomównych skorzysta by to i owo na swoją korzyść zafałszować.
Trzymam kciuki za wszystkich ubiegających się.
Ano po to by zmniejszyć grupę tych, którzy 500+ dostaną. Innego sensu tego zapisu nie widzę i żadne “wzniosłe” argumenty mnie nie przekonają, że jest inaczej.
Poprawki do ustawy weszły w życie 01.06. Ile osób poleciało od razu do sądu, by usankcjonować alimenty? A nawet jeśli, to czy doczekali się już terminu rozprawy skoro sądy są zasypane pozwami? Wszyscy Ci, którzy nie polecieli, zasiłku nie dostaną. Rachunek jest prosty – będzie całkiem sporo takich osób, a zatem sporo nasz rząd zaoszczędzi na nich. I taki jest tego główny cel. Niech sobie obywatel, w dodatku po przejściach (bo normalnych, pełnych rodzin nikt nie nęka), radzi. Rozwiodłeś się, rozstałeś z rodzicem swoich dzieci – sam jesteś sobie winien.
Dokładnie tak. Ja jestem w takiej sytuacji, że alimentów nie dostaję. Tata jest obcokrajowcem i mieszka za granicą (USA) i jest nieuchwytny. Ale nie powodzi mi się źle, bo mam dobrą pracę, stanowisko menedzerskie i nie będe się ciągać po sądach i bo i tak nie zlokalizuję człowieka, który ma mnie w dupie i dzieci, a tylko stracę czas, którego nie mam bo zapieprzam w korpo. Teraz już nie dostanę 500+ dopoki nie będe miała wyroku sądowego, który pewnie zdobędę za rok czy dwa lata, bo sprawa jest skomplikowana. I po co to?